czwartek, 19 listopada 2009
nic
"Nic dwa razy"
Nic dwa razy sie nie zdarza I nie zdarzy. Z tej przyczyny Zrodzilismy sie bez wprawy I pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli Najlepszymi w szkole świata, Nie bedziemy repetować Żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień sie nie powtórzy, Nie ma dwóch podobnych nocy, Dwóch tych samych pocałunków, Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię Ktos wymówił przy mnie głośno, Tak mi było, jakby róża Przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem, Odwróciłam twarz ku ścianie. Róża? Jak wygląda róża? Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty sie, zła godzino, Z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś- a więc musisz minąć. Miniesz- a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, wpółobjęci, Spróbujemy szukać zgody, Choć różnimy sie od siebie, Jak dwie krople czystej wody.
poniedziałek, 16 listopada 2009
Sąsiad
Znowu głośno o Riczardzie A. vel Peja. Nie pochwalam incydentu, do jakiego doprowadził na jednym ze swych poprzednich koncertów. Ale ogólnie - szacunek do chłopaka mam. Może i przemawia przeze mnie dzielnicowy patriotyzm (trudne słowo, zbyt wielkie słowo), w końcu nasze trasy przecinają się często. Ze swojego stylu życia zrobił pomysł na to właśnie życie. Wiele trafnych obserwacji zgrabnie ujętych w rymy. Wiele dobrych rymów. Język bogatszy niż u niejednego maturzysty. I szlusssssss.  z wp.pl (fonografika) Pozdrowienia dla najpiękniejszego miejsca Ognika - Blaszaka i pań bibliotekarek z kiepsko wyposażonej ale jeszcze otwartej filii.
niedziela, 15 listopada 2009
sama
Ostatnio doszłam do wniosku, że jestem sama. Przyjaciółka zlała, a inne to tylko koleżanki i znajome, znajomości warte ćwierć funta kłaków, bo poza rozmowy o dzieciach i wyprzedaże w markecie, jak i posunięcia nader interesowne, nie wychodzą. Moja rodzina też tylko patrzy jak to ja ich poratuję, bo jak nie mają pieniędzy, to mają zły humor i żale za wszystkie grzechy tego świata, a jak mają pieniądze, to zaraz wydają na kiełbasę i inny chabas rzeźnicki, bo im się wydaje, że chabas to synonim bogactwa. Potem narzekają na stany wątrobowe i grube dupy. Mój mąż jest bardziej mężem tej starej kozy swojej mamusi i niech jej dupę dalej liże, bo tylko to umie. Albo jeszcze seks - to potrafi, stary repertuar od lat, zero finezji i gniecenie ciasta. Ostatni jego numer odczułam jakby dobierał się do mnie jakiś robol z brudnymi paznokciami i w dziurawych skarpetkach. Dobrze, że przychówek zakończył wszystko, bo dalszego ciągu nie byłoby. Pociagu też nie. I nie będzie. Przepraszam, że jak tak osobiście i obscenicznie, ale właśnie uświadomiłam sobie, że moimi podporami są osoby spoza najbliższych kręgów. Nawet nie wiedzą, że nimi są. I niech tak zostanie.
sobota, 07 listopada 2009
Spadaj Ka!
I jakby mi ktoś w ryj strzelił. Tak, wiem, jestem wulgarna... Spoglądając na kalendarz uświadomiłam sobie, że moja niegdysiejsza przyjaciółka Ka. zlała mnie całkowicie. Odkąd Ka ma tytuł naukowy wyższy o oczko niż ja, daje mi do zrozumienia, że byle magisterka i podyplomowe z Gówna fakultatywnego (3700 plus 300 wpisowego) nie jest dla niej partnerem do nawet byle jakiej rozmowy. Już kiedyś Ka powiedziała - "No wiesz, teraz to my obracamy się w środowisku ludzi z ambicjami naukowymi". Jak przyznacie - tam, gdzie pracuję - żadne ambicje nie wypłyną na wierzch. Pomijam wieczne dokształcanie się, straszenie kadry zwolnieniami, stres, kontakty z policją i pracownikami socjalnymi, nacisk na robienie więcej i jeszcze więcej, bo ja wracając do domu, nie wiem, w co ręce włożyć, ale widocznie mogę jeszcze coś. Tylko przychówkiem zajmują się wszyscy, tylko nie ja, "bo mama ma jeszcze do zrobienia sprawozdanie, notatkę służbową dla policji, uaktualnienie strony www, napisanie miliarda ogłoszeń i ozdobienie odpowiednio, wycięcie tego, owego i gównawego". Więc Ka na każde nasze zaproszenie czy propozycję wspólnego wyjścia odpowiada "Może kiedyś...". Szkoda Ka, że nie pamiętasz do kogo dzwoniłaś w środku nocy, gdy Twój ślubny, z ambicjami naukowymi wyrzucił Cię z domu i zabrał klucze, bo miał Cię dosyć. To było 5 miesięcy przed Waszym ślubem. Kto Cię pocieszał, gdy miałaś kłopoty na studiach przez Twoje roztrzepanie, kto kserował Ci notatki i łaził z Tobą po Starym Rynku zahaczając o ulubione knajpy? Kto mówił WYTRZYMAJ, gdy Twoja promotorka robiła Ci na złość i w niwecz szła Twoja kilkumiesięczna praca przy doktoracie? Kto przytulał, gdy beczałaś na wspomnienie o ojcu? Ja. Magisterka bez ambicji i wkrótce być może bez pracy. Zawsze imponowały mi tytuły, nie rozpoczełam studiów doktoranckich, bo się bałam, miałam kompleksy małomiasteczkowej kozy, potem poleciało - ślub, przychówek, teraz kieracik. Niedawno zauważyłam, że dojrzałam. Odczuwam dumę z bycia matką, czuję się kobieca. Moje samopoczucie nie zależy już od ilości męskich spojrzeń. Jestem dumna z "dziwnych" imion moich dzieci (bo nie Ania i Michałek). Odczuwam przyjemność z rozmów z ludźmi, z każdym, matką w piaskownicy, sprzedawczynią, panem grzebiącym w śmieciach, zamiataczem. Ludzie to zbiór doświadczeń, to poplątane historie, impulsy, odczucia. Serce - to jest ważne, empatia, życzliwość. CZŁOWIEK. PAMIĘTAJ, ŻE NA RYNKU ŚWIATOWYM NIGDY NA WARTOŚCI NIE TRACĄ ROZUM I CHARAKTER...
niedziela, 25 października 2009
wygram
Nie chcę za kilka lat pomyśleć jak K., że przegrałam własne życie. Niby tyle jeszcze przede mną, ale jak pisała Judy Budnitz o zmianie - człowiek myśli, że jeszcze szmat życia przed nim, zdąży zmienić tyle rzeczy. A on? Zapętla się w obowiązki, chodzi w kółko i ryje korytarze, którymi niepostrzeżenie idzie ku śmierci i już nie ma czasu na zmiany, bo korytarze są zbyt głębokie, a on nie ma już szans z nich wyjść... Nie przegram, nie mogę... 
piątek, 23 października 2009
Nice
Wypowiedzenie zrobiło ogromne wrażenie i odbiło się echem po murach placówki. Zapewne Karniaczek dał już na mszę w intencji znalezienia się mej persony w kolejce pod PUPem. Dałam im trochę świeżego powiewu w ich betonowe rozmowy o serialach i zakupach w Tesco. La vie est une chanson... 
środa, 21 października 2009
Hakuna Matata 2
Wypowiedzenie wjechało na biurko. HAKUNA MATATA!!! mówię sobie, bo tylko to mi pozostało... Bardzo dobra rzecz na WTK "Na kursie nauczyciele dowiadywali się, jak rozmawiać, aby rodzice nie poczuli się urażeni." Rzecz dotyczyła palenia przy dzieciach. :) Thebille - chciałoby się zawołać.
sobota, 17 października 2009
HAKUNA MATATA!!! Napisałam wypowiedzenie, w piątek zostałam maksymalnie wkurwiona przez moją Pożalsięboże szefową. W kontekście posiadanych przez nas kredytów jest to nierozsądne W kontekście mej zabłoconej dumy jest to prawidłowa reakcja człowieka posiadającego śladowe jeszcze ilości godności ludzkiej Carpe Diem!!! 
środa, 14 października 2009
wina
Chora, chora, chora. Muszę nauczyć się, że zwolnienie to nie powód do wzbudzania w sobie poczucia winy. Jestem chora. Chora, chora...Eeeee....
niedziela, 11 października 2009
zgliszcza mej motywacji
Właśnie dopadł mnie kryzys. Być może związane jest to z jesienią, szarugą za oknem, być może chandra znalazła dziurę w mej duszy i włazi do niej bezpardonowo. Mam dosyć. Tych wielkogłowych Amelek, kwadratokorpusiastych Maryś, agresywnych Natanielków i nicniewiedzących oraz rozpierdalających każde zgrupowanie Olivierków. Tatusiów z irokezami na głowie, głupimi ironicznymi uśmieszkami, mamuś z dupami na wierzchu, przyodzianymi w diamentowe stringi za 7,99 z bazaru. Właśnie dopadł mnie pracowniczy potwór, który rozszarpawszy motywację moich koleżanek, dobiera się do mojej. Sumienność, efekt, systematyczność - to moja dewiza. Pod naporem niewłaściwej motywacji zewnętrznej, motywacja wewnętrzna kruszy się. Zostają zgliszcza. 
|
|